Obejrzałem Smoleńsk. Mam inne zdanie.

Tak się akurat złożyło, że widziałem niedawny film Smoleńsk w reżyserii Antoniego Krauze. Czytając recenzje z obu stron barykady spodziewałem się czegoś okropnego. Jednak moje oczekiwania były zbyt duże. Film nie jest tak zły, jak go malują. Ale i tak jest zły.

Początek filmu

Po pierwsze. Na początku słyszymy jakieś podejrzane wydarzenia. Właśnie wtedy zaczyna się muzyka mająca podnieść ciśnienie. Tajemnicza, taka wiecie, trochę oklepana, ale działa. Problem w tym, że działa nie przez minutę, ale przez jakieś, zgaduję, pół godziny. Po pewnym czasie uświadamiasz sobie, że TO ci gra od dłuższego czasu i nie wiesz, co masz czuć.

Niektórzy się skarżą na przydługą część hstoryczną. Przyznam, że dla mnie nie było to niepotrzebne. Oglądało się to całkiem dobrze, można było poczuć klimat – na pewno lepiej niż na filmie w którym odkopano archiwa z filmami JP2 wędrującego po górach i postanowiono pokazać to w kinach. Problem był tu ze stereotypizacją – zła młodzież przeciwko Wawelowi (tak, Azjaci też są, nie wiadomo skąd, ale naliczyłem ich tylko dwóch i to robiących za tło). Pokazywanie dobrych wydarzeń na miesięcznicach i komunistów protestujących w niewybrednych słowach przeciwko biednym babciom i bohaterom. Wniosek jest prosty – wiemy jak myśleć.

Bohaterowie

Poznajemy Beatę Fido, to znaczy Ninę. Bez nazwiska, podobnie jak wszyscy w tym filmie. Postać potrafiącą zrobić dwie miny, ale jednocześnie widać w niej złowrogość – coś co było potrzebne do tej roli. Mimo wszystko aktorsko jest słabo.

Operator Mateusz – oczywiście bez ślubu, bo są źli (tak, chłopak Niny).

Podobnie jak Redbad Klynstra, człowiek Redaktor, do szczętu zły, mówiący złowrogo, robiący złe miny i tańczący ręką w tłumaczącym geście. I mocno zaciskający mięśnie wokół nosa. Zły człowiek. Prawda została ustalona.

Jerzy Zelnik jako dyplomata, to znaczy osoba zła. Pojawia się wszędzie – dosłownie wszędzie, wygląda jakby nad wszystkim panował. Kto to? Nikt nie wie. To znaczy wszyscy wiedzą, ale sobie muszą to dopowiedzieć.

Co do beznazwiskowych postaci mamy też żonę generała. Wiadomo o kogo chodzi i jest to lepsza aktorsko postać (zwłaszcza gdy płaci 40 złotych za 6 kwiatów) 😉 Choć jest jeden problem – obraża się na Ninę, a potem ją zaprasza na herbatkę (WTF?!).

Z naprawdę dobrze zrobionych postaci są Prezydent i Prezydentowa. Naprawdę.

Co jest nie tak

Przed krytyką – osłoda

Może najpierw co jest tak. Tak dobrze jest zrobiona scena, żaden spoiler, wybuchu w samolocie i jego rozpadu w powietrzu. Naprawdę. Jak na polskie warunki – fenomenalnie. Co nie znaczy, że jest to scena poprawna – prosta fizyka i wiemy, że wybuchu nie było (linki oczywiście w źródłach). Co najwyżej eksplozje już w trakcie wypadku.

Co więcej to nie jedyne przekłamanie na potrzeby – słabej, ale jednak – propagandy.

Fałsze w filmie

Amerykańscy dziennikarze (bo jak Amerykanin mówi, to wie najlepiej, jest ekspertem – zwłaszcza w dziedzinie paranauki – UFO, itd.) przytaczają przykład WTC i przecięcia skrzydłem wieży, a tutaj brzoza przebiła skrzydło. Proste? Proste, szach mat tuski.

Tymczasem wskutek ataku na WTC doszło nie tylko do uszkodzenia budynków, ale także do całkowitego zniszczenia maszyn porwanych przez Al-Kaidę. Co zdecydowało o zniszczeniu kolumn? Przede wszystkim waga samolotów, prędkość oraz masa paliwa, jaka znajdowała się w zbiornikach. Te fragmenty skrzydeł,w których paliwa nie było, kolumn nie przecięły – co podawał zespół Macieja Laska, powołując się na raport National Institute of Standards and Technology.

Za Onetem.

Seria tajemniczych zaginięć – uśmiercono między innymi Sławomira Wiśniewskiego, człowieka który nakręcił później słynny już film z miejsca katastrofy. Montażystę zabierają natychmiast smutni panowie a to wszystko pod okiem Zelnika. Potem okazuje się, że zmarł w fali śmierci. W rzeczywistości po tym, gdy udzielił wywiadu, że żyje i ma się dobrze, dodano na koniec planszę, inspirowane na faktach.

Inne złe strony:

Kuriozalna jest też scena sprzed katastrofy, kiedy para prezydencka ogląda Tuska i Putina na molo i sugerują, że rozmawiają po niemiecku (WTF?!).

Na koniec zaś otrzymujemy czystą propagandę PiSu – naliczyłem przynajmniej trzy flagi tego ugrupowania już śmiało ukazywane przez członków miesięcznicy.

Kiedy Nina przyjeżdża do Chicago miała być znienawidzona przez wszystkich panorama wieżowców. Owszem była i to dość mizernie i amatorsko zrobiona, ale spodziewałem się jej przez pięć minut. Tak źle nie było. Gorzej z późniejszą rozmową o dzieciństwie z ojcem o soczkach w foliowych torebkach (bez związku, podobnie jak wiele rzeczy w tym filmie). Tak samo scena seksu pomiędzy startem samolotu linii lotniczych LOT, a rozmową pilotów Tupolewa z kontrolerem ruchu w Smoleńsku.

Film z kokpitu – montażowo źle. Przerywany, w różnych miejscach kontynuowany – źle to wyszło.
Co do montażu – scena śmierci kogoś ważnego i mająca związek z katastrofą – kompletnie od czapy, nie wiadomo co i jak, pomieszane. Wiemy, że Zelnik był w nią zamieszany – podobnie jak we wszystko inne.

Matka i Nina. Ich relacja miała ubogacić bohaterki, ale tego nie robi – wprowadza jedynie parę scenek i na tym się kończy. Matka oczywiście z zarzutami do swojej córki.

Jeszcze dziwiły mnie rozmowy z dziennikarzem TVM SAT – z którym zawsze najpierw rozmawia się po angielsku (tacy nowocześni jesteśmy), a potem by uniknąć zarzutów o anglicyzację filmu przechodzą na skądinąd płynny i dobry polski. Rozumiem, że to może być możliwe, patrz Kasia Mecinski (z całym szacunkiem) i Krzysiek Gonciarz, no ale to nie wyszło wiarygodnie.

I ta scena końcowa – spotkanie żołnierzy i polityków. Wyszła trochę zbyt amatorsko i nieporadnie. Wyobrażałem ją sobie bardziej godnie i lepiej…

Podsumowując:

Film ma swoje dobre strony, bardziej wizualne niż fabularne. Scenariuszowo i reżysersko (a także muzycznie) – klapa.

Także więc. Film zrobiony niezbyt dobrze.

Jak można było zrobić to lepiej?

Świetny przykład na smoleńską fabułę podała Zwierz Popkulturalny:

Chciałabym dobrego filmu o Smoleńsku a właściwie o tym co się wydarzyło w Polsce po katastrofie. Mógłby się zacząć w tym miejscu w którym jeszcze przez chwilę byli wszyscy razem – na Krakowskim Przedmieściu. […] Chciałabym zobaczyć kilka osób z tego tłumu. Kogoś dla kogo to jest przełom i początek zainteresowania polityką. Starszą panią dla której chodzenie pod Pałac staje się nowym sensem. Kogoś kto radykalizuje się w przeciwną stronę. Kogoś kto popchnięty tym co dzieje się później wyjeżdża. Kogoś kto pojawia się na każdej miesięcznicy. To byłby film który chętnie bym obejrzała. O tym jak to wydarzenie – sprawiło, że poszliśmy w bardzo różnych kierunkach i to bardzo szybko (film przypomina, że napięcia pojawiły się już przy propozycji pochowania Kaczyńskich na Wawelu […] ).

Na taki film chętniej bym poszedł.

Źródła:

Wybuchu nie było – strona usunięta przez władze PiS z rządowych serwerów, zachowana strona wróciła przez kogoś do Internetu (pamiętajmy, tutaj nic nie ginie). Są tu dostępne kilkusetstronicowe raporty, animacje, itd. Polecam się z nimi zapoznać zamiast ślepo polegać na mediach i, co gorsza, na politykach, którzy oczywiście są ekspertami od lotnictwa i fizyki.

Zdjęcie tytułowe – plakat filmu

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s