Kosmos – A SpaceTime Oddysey z Tysonem: co jest w nim dobre, a co złe?

Obejrzałem lata świetlne (tak wiem, że to jednostka odległości 😉 )po wszystkich ten cudowny serial. A w zasadzie pierwszy jego odcinek. Oddziałał na mnie tak mocno, że postanowiłem napisać kilka słów na jego temat.

A SpaceTime Oddysey jest kontynuacją programu telewizyjnego z 1980 roku Cosmos: A Personal Voyage Carla Sagana.

Prowadzony jest przez Neila deGrasse Tysona, czyli postać najbardziej do tego odpowiednią – w pewnym sensie jest duchowym spadkobiercą Sagana. Pod koniec pierwszego odcinka wspomina spotkanie z tym niezwykłym naukowcem – Neil miał wtedy 17 lat i ktoś tak niezwykły jak Carl miał czas na spotkanie z nim. Ba! Po skończonym spotkaniu odwiózł go na przystanek i z racji szalejącej burzy śnieżnej zaoferował nocleg. Wtedy Tyson zrozumiał, że chce być – jak Sagan – nie tylko naukowcem, ale i takim właśnie człowiekiem.

Tyson mówił to stojąc na tym samym klifie, co Carl przed laty prowadzący swój program i przedstawiając swoje pamiątki – kalendarz Sagana i książeczkę z dedykacją.

Podobnie jak w oryginale i tutaj przelatujemy statkiem wyobraźni przez Układ Słoneczny, poznajemy skalę Wszechświata, poznajemy wstrząsające losy walczących o prawdę z religią i uświadamiamy sobie nasze czasy w porównaniu z całym rokiem istnienia kosmosu.

Efekty specjalne są niesamowite – podobnie jak muzyka. Nic dziwnego – wszystko oparte o najnowsze (jak na 2014 rok) badania i zdjęcia Układu.

Jedno, do czego bym się przyczepił to zaprezentowanie Wielkiego Wybuchu, który wbrew swej nazwie nie był wybuchem a gwałtownym rozszerzaniem się czasoprzestrzeni. Nie może być zatem mowy o jakimkolwiek zewnętrzu z którego byśmy to obserwowali. Aczkolwiek wymówką może być to, że obserwujemy to ze wnętrza statku wyobraźnie niepodlegającego regułom narzuconym nam przez fizykę. Ale mimo wszystko popularny błąd jest powielany.

Tak czy siak – efekty specjalne są jakie powinny być – w USA w XXI wieku. Zachwycają bowiem nie one same, lecz spójność. Treść mówiona i to, co jest prezentowane na ekranie. Muzyka i czasy. Zwróciłem na to uwagę; cały pierwszy odcinek jest niezwykle spójny, choć poszczególne jego elementy bardzo się różnią.

 Ciekawa była historia Giordana Bruna. Oczywiście nie mogło się obyć najpierw bez Kopernika a potem bez Galileusza, lecz to jemu została poświęcona straszna animowana historia. I dobrze, bo poznajemy dzięki temu tego niezwykłego człowieka, który koniec końców zostaje lekko skrytykowany przez Tysona. I dobrze, że była to animacja, która mocno stylem odbiegała od reszty programu – klimat naprawdę niesamowity.

[SPOILER]

Zwłaszcza to, kiedy Bruno pochyla się nad księgą i kiedy ją opuszcza widzi duchownych z papieżem (?) na czele. A także jego wniebowstąpienie przy jednoczesnym niesamowicie klimatycznym pochodzie na miejsce stracenia.

[/SPOILER]

Również bardzo podobało mi się (trochę paranaukowe, trochę ponad naukowe) ukazanie wieloświata – jako bąbli wody, które zmieniają się w wodospad. Scena niesamowicie sugestywna, ukazująca wielki wszechświat jako mikroskopijną część większego wszechświata. Wszechświaty jako atomy. I tak w nieskończoność.

Ciekawe było też ukazanie przelotu statku wyobraźni (czy tylko mnie bawi ta nazwa?) nad Marsem – ukazany z powierzchni Marsa z kamery łazika. Bardzo fajny mały szczegół.

Dopiero pierwszy odcinek, a już byłem po jego skończeniu niesamowicie zafascynowany programem – mimo, że większość rzeczy znałem i większość z nich nie zrobiła na mnie większego wrażenia (jak na przykład kosmiczny kalendarz – byłem już świadom mikroskopijności naszych czasów w porównaniu z odwiecznym kosmosem.

Ocenę wystawię po obejrzeniu całego serialu – nie oceniam książki po okładce 😉 Zresztą tak zazwyczaj jest, że pilot zazwyczaj jest najbardziej super, a im dalej w las, tym fajność maleje (jak to było z Mr Robotem na przykład).

Nowy tekst już za tydzień. Dołącz do newslettera 🙂 Napisz, czy Tobie również serial przypadł do gustu 🙂

Źródła:

Zdjęcie – NASA, CC0

Reklamy

One thought on “Kosmos – A SpaceTime Oddysey z Tysonem: co jest w nim dobre, a co złe?

  1. Polecam. Obejrzałem wszystkie odcinki, niesamowita seria. Tak samo jak pierwszy odcinek wprowadził nas w taki błogi stan wspomnień o Carlu Sagania to dwa ostatnie odcinki chyba wprowadziły jeszcze fajniejszy klimat. Na szczęście FOX czasami emituje po raz kolejny wszystkie odcinki więc moge je znowu obejrzeć np. z moją córką.

    Jeśli chodzi o niedociągnięcia to mógłbym się czepić tego, że pokazali pas asteroid między Marsem a Saturnem jako miejsce gdzie asteroidy są dosłownie stłoczone, każde obok siebie. Na szczęście Tyson wyjaśnił jak duży dystans dzieli obiekty w pasie asteroid.

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s